czwartek, 1 stycznia 2015

Zapowiedź ksiazki "Córka Wokulskiego" Romana Praszyńskiego.

Dziś przedstawiam krótką notkę o pozycji, która pojawiła się na rynku książkowym w tymże roku i która wiąże się z książką "Lalka" Bolesława Prusa. Pokażę Wam więc "Córkę Wokulskiego" Romana Praszyńskiego.


"Córka Wokulskiego" - kontynuacja "Lalki" Bolesława Prusa. Seks, anioły, zamach na cara. A także - co naprawdę stało się ze Stanisławem Wokulskim? I jak Izabela Łęcka wyrosła na międzynarodową aferzystkę?...
Romans erotyczny, z całą galerią bohaterów "Lalki" Bolesława Prusa, na tle Warszawy końca XIX wieku. W powieści tej czytelnik znajdzie miłość, zamach na cara, pociąg pełen złota. Wszystko o czym nie mógł napisać Prus: seks, zaborcy, rewolucjoniści. Świetne dialogi, książka kontrowersyjna i pełna humoru." 


fragment książki:


"Anioły istnieją. Natalia Pol przekonała się o tym w petersburskim cyrku wiosną 1884 roku. Tego wieczora widownia przy placu Admiralicji była pełna. Na drewnianych ławkach wierciły się piersiaste panny służące, pohukiwali brodaci rzemieślnicy, dostojne matrony karciły dzieci. Ojcowie rodzin w wytartych surdutach pogryzali gorące kiełbaski roznoszone przez dziewczyny z grubymi warkoczami. Ale gdy Natalia zaczęła swój popisowy numer, hałas ustał, widzowie wokół areny wstrzymali oddech. Wspięła się szybko po maszcie podtrzymującym dach i postawiła stopę na rozciągniętej między słupami linie. Bez zabezpieczeń, wysoko nad ziemią była tylko ona. Wysoka, szczupła dziewczyna o twarzy Marii Magdaleny. Zwiewna, jak tiul, mocna, jak tygrysi pazur. Wolna jak oddech myszołowa. Spojrzała w dół. Głowa przy głowie, jak ziarna słonecznika. Oczy wpatrzone z chciwą uwagą. Zasłonięte dłońmi kobiece usta. Łuk napiętej ciszy. W dusznym powietrzu czuła ciężką woń gazowych lamp, zapach tanich perfum, fetor zwierzęcej szczyny.
           – Archaniele Michale – poruszyła wargami. – Daj mi miłość głęboką, jak ta przepaść…
Werbel strzelił niepokojącym crescendo. Acetylenowy reflektor opatrzony wielką soczewką wykroił z mroku jej białą, bufiastą sukienkę i odsłonięte, nagie ramiona. Podświetlone włosy nabrały odcienia burgunda. Rozłożyła ręce, jak czarnoksiężnik Chrystus. Bosą stopą wyczuła chropowatą więźbę sznura. Miłośnie przylgnęła do niego podeszwą. Powoli przeniosła tam ciężar ciała. Dołączyła drugą nogę i zawisła nad plackiem areny.
Dziewięcioletni Pietrek, którego matka zabrała do cyrku z okazji urodzin, wyciągnął rękę w marynarskim ubraniu i rozdarł się na całą widownię:
– Mama patrzy! Ona lata!...
Krótki śmiech skwitował jego zachwyty. Natalia nie patrzyła już w dół. Skupiła się na linie. Pod nią nie było żadnych zabezpieczeń. Właśnie za to płacili widzowie. Do każdego biletu dołączony był niewidzialny aneks – szansa na widok jej krwawej śmierci. Ciała roztrzaskanego na trocinach. Ale szła równo, krok za krokiem. Zdobywała kolejne metry i serce publiki. Werbel szalał. Ludzie też. Klaskali, śmiali się, wstawali z miejsc.
– Ciszej, riebiata!... – co strachliwsi uspokajali sąsiadów. – Jeszcze zleci, dajcie spokój…
Czuła radość w piersiach, uśmiech rozświetlał jej twarz. Była spokojna i pewna swego. Jakby nigdy nie była pomiotem ras, pół–Żydówką, pół–Polką wychowana na Rosjankę; jakby obca jej były codzienna, sąsiedzka pogarda, plemienna wrogość; jakby po łące sunęła, na spotkanie z ukochanym, a nie po krawędzi brzytwy. Widownia czuła jej oddanie i tym dzielniej biła w prawice.
          – Krasota!... – na trybunach rodzili się jednonocni wielbiciele.
Pozwoliła sobie na szybkie spojrzenie spod powiek. Może dojrzy tego jedynego, który całe życie szedł w jej stronę? Ich oczy spotkają się – i nic nigdy już nie będzie takie samo?...
Próżny trud. Masa pod stopami zlewała się w jedną plamę. Nie dojrzysz tam absztyfikanta, o nie. Nawet gdyby patrzyła uważnie, nawet, gdyby patrzyła sto lat, nie dostrzegłaby wiotkiej dłoni anioła, która chwyciła dziewięcioletniego Pietrka za kołnierz i korzystając z nieuwagi zaaferowanej matki, pociągnęła w kulisy.
       „Nudy z tym łażeniem po linie – myślał chłopiec przemykając wąskim korytarzem. – Lepiej poszukam lwa w klatce...”
      Natalia szła jak w transie. Stawiała stopy pewnie, jak na spacerze do Ermitrażu. W tym stanie ducha dotarła na środek przepaści. Wokół niej wielkie nic. Gorejąca pustka. Jeżeli anioły istnieją, mieszkają tu właśnie. Do werbla dołączył klarnet. I skrzypki. Z gąszczu nut wyłonił się sypki, jak piasek Lot trzmiela Nikołaja Rimskiego–Korsakowa. Powietrze było gęste od napięcia.
Skoczyła salto. Jej ciało mignęło w powietrzu, jak pstrąg w górskim potoku. Przez arenę przeszedł jęk. Z gardeł ludzi wyduszony strach.
I wtedy… – zawsze jest jakieś wtedy, które prowokuje anioły – pomyślała o matce. O liście, który dostała rano. Była dzieckiem, gdy jej matka umarła. Wychowała ją babcia. A teraz – dwadzieścia lat później – kobieta, która wydała ją na świat, ożyła. I wzywa do Warszawy. W sercu Natalii gniew miesza się z tęsknotą. Doświadcza barw uczuć, o które siebie nie podejrzewała.
         Na szczęście anioły czuwają. Więc, gdy jej noga leci z liny, wciąż ma szansę.
     – Chryste! – woła przestraszony głos z dołu. To matka Pietrka, który posądził Natalię o umiejętność latania. Kobieta boi się o cyrkówkę. Lecz omiata też wzrokiem sąsiednie rzędy. Szuka syna.
       „Gdzie ten czort polazł? Zawsze z nim kłopoty!...”
     A biała, podniebna baletnica walczy z siłą ciążenia. Ugina nogę, która jeszcze czepia się sznura i wyciągając drugą, próbuje odzyskać równowagę. Przez chwilę jej się to udaje i z piersi tłumu na dole wyrywa się jedno westchnienie ulgi. Ale wygięcie ciała jest za mocne, powoli przenosi ją poza punkt, zza którego już nie ma powrotu. Widownia zrywa się z miejsc. Ludzie wołają, machają ramionami, płaczą. Są przerażeni. Są szczęśliwi. Nareszcie czują, że żyją. Natalia nie poddaję się, odrzuca korpus w przeciwną stronę, próbuje pozostać na linie, ramiona wygięte w tył, jak u pływaka. Walczy o równowagę. Teraz to jedyny plan jej istnienia. Jedyny cel. Jasny jak gwiazda zaranna.
     – Gospadi pomiłuj!... – pod dach cyrku uderza modlitewny skowyt.
    Jednak wymach był za mocny. Dziewczyna na sznurze wpada w rosnącą huśtawkę. Lina pod jej nogami skacze na boki, jak żywa. A ona daremnie próbuje pozostać w równowadze.
Natalia odrywa się od białej kreski rozpiętej pod powałą i powoli, jak to zdarza się w snach, nierealnie pomału leci w bok, machając wszystkimi kończynami. A nogi ma piękne, długie, ramiona toczone, jak z alabastru, łuk szyi perłowy; a wszystko nagie, odsłonięte ku zachwytowi i zgrozie plebsu. Jeszcze przez chwilę ludziom na dole żołądki skaczą do gardła, bo zdaje im się, że dziewczyna zdoła schwytać się dłońmi liny. Ocaleje. Lecz nie. Siła upadku jest za duża. Natalia mija życionośny sznur o włos. Z otwartymi ustami, z których przenikliwym krzykiem wydostaje się cała rozpacz jej samotnego życia, opada w dół. Później świadkowi tragedii daliby sobie ręce uciąć, że ta chwila trwała wieczność.
Wieczność to dobry czas dla aniołów. One swój plan miały przygotowany od dawna. Być może od chwili, kiedy Duch unoszący się nad wodami powiedział: Jestem…
Wiec zanim jeszcze Natalia postawiła stopę na linie, clown Albert, który pełnił w petersburskim cyrku również rolę ciecia, zapomniał zamknąć klatkę z niedźwiedziem. Stary Misza, brunatny misiek z oberwanym uchem, który tego wieczora swoje już odegrał, spał zwinięty w rogu, obok miski z wodą. Dziewięcioletni Pietrek, podprowadzony tam delikatnie przez wiotką dłoń, aż podskoczył z radości. Wyjął kapiszona, co go miał schowanego w kieszeni marynarskiego ubranka i odpalił nad uchem miśka. Obudzony wystrzałem zwierz wyprysnął z klatki z siłą pocisku. Przerażony Pietrek posikał się w nowe spodnie, ale niedźwiedź ani myślał wyżywać się na gówniarzu. Rycząc pognał przed siebie. A kierunek wypadł mu akurat na arenę. Więc gdy Natalia opadała w krzyku, na dywanie z trocin pojawił się pędzący niedźwiedź. I te dwa ruchome pociski sunąc prostopadle, spotkały się w jednym punkcie. A były nim plecy miśka."




Czy kogoś zachęciłam do tej pozycji? Jeśli tak, to bardzo sie  cieszę! Polecam ją!:]

7 komentarzy:

  1. Proponowano mi tę książkę, ale niestety nie skusiłam się na nią. Muszę przyznać, że duży wpływ na to miały raczej bardzo negatywne opinie co do niej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem właśnie w trakcie lektury, ale jeszcze nie wyrobiłam sobie na jej temat zdania. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie, nie, nie, niestety. Klasyk dla mnie zostaje klasykiem, a nie próbą kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam bardzo dużo obiekcji, ale chyba zapoznałabym się z książką, żeby sprawdzić jak to wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie dla mnie. Nie lubię... kontynuowanie czegoś tak znanego jak na przykład "Lalka". Jak dla mnie to jest trochę... prowokujące. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  7. Wkrótce będę miała możliwość zapoznania się z tą pozycją w tym jakże innowatorskim i odważnym wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj wędrowcze!
Jeżeli dotarłeś aż tutaj, to nie pozostaje Ci nic innego jak umieścić komentarz, że tu byłeś.
Posiadasz bloga,stronę etc.? Nie musisz spamować! Odwiedzam każdego, więc nie przegapię i Ciebie! Zawsze się odwdzięczam!
Pozdrawiam serdecznie! :)