Filmowy WeeKenD- "Pięćdziesiąt twarzy Greya"

 Czy widzisz świat który Cię otacza? Możesz stawić mu czoła? Czy potrafisz być taki jak inny? Wiedz, że musisz być zły, by się dostosować. Lecz czy podołasz? Odkryj w sobie różne odcienie własnego jestestwa...


Wspominałam już kilka dni temu, że wybieram się na film "Pięćdziesiąt twarzy Greya" wraz ze swoim chłopakiem. Jak na ironie, stwierdziłam, że na takim "głupim" filmie, było nader dużo ludzi. Otóż to! Sala aż pękała w szwach! Pomyślałam, że ludzie to czasem potrafią być dziwni. O dziwo stwierdzam, że film okazał się nie aż tak bardzo kontrowersyjny jak każdy myślał. Jak dla mnie ma on w sobie sceny dzikie i nieco porywcze, aczkolwiek nic wyuzdanego w nim nie dostrzegam. Pornografia? Phi! Czy niektórzy ludzie oby na pewno czują się dobrze? Proszę o sprawdzenie najpierw tego słowa. Jak dla mnie film i książka, to identyczne spojrzenie na pryzmat mężczyzny, którego dotknęło coś strasznego. Jego zawzięte objawy BDSM, są nader nieszkodliwe jeśli chodzi o ukazanie ich na dużym ekranie.

 Myślę, że jednak nie muszę przedstawiać Wam całego zarysu fabuły. Jest on na tyle rozreklamowany, iż chyba każdy człowiek o nim słyszał. Jeśli jednak nie, to zapraszam na recenzję książki, która ukazała się kilka dni temu na moim blogu : klik .
  Powiem szczerze, iż oglądanie tego filmu nie do końca spełniło moje oczekiwania. Nawet widownia obok mnie czuła to samo. Każda osoba na sali, która czytała książkę, miała chyba podobne odczucia. Nader istotnym momentem podczas seansu, są sceny sexu pomiędzy głównymi bohaterami. Przy nich miałam wrażenie, że to wygląda okrutnie ze względu na to, iż między aktorami nie było ani troszkę uczucia. To wielki minus tej ekranizacji, który jest aż nader widoczny.



 Jak dla mnie aktorzy są dobrze dobrani, widzę w nich głównych odtwórców ról Any i Christiana, aczkolwiek nie widzę u nich żadnych uczuć. Wyglądali tak jakby chcieli to zagrać, zwinąć kasę i mieć to już z głowy. Drugim istotnym minusem okazuje się pominięcie niektórych dobrych aspektów z książki. Spójrzmy np. na wizję sceny z "ukrytymi" majtkami Any. W książce wygląda to o niebo lepiej, ponieważ mamy w niej humor. Na filmie tego zabrakło. Co prawda mamy tą scenę umiejscowioną w ekranizacji, aczkolwiek jak nieudolnie. Nie w sposób jest się z niej śmiać, gdy uprzednio nie czytało się książki.

 Obok minusów, są również plusy filmu. Po pierwszym, jest scenariusz, który jak dla mnie pomimo kilku niedociągnięć, jest całkiem dobry. Panuje w nim podobne monologi jak w książce, oraz ta sama tajemniczość. Następnym pozytywem jest świetna muzyka! Jestem nią oczarowana. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" ma wspaniałą muzykę, która dobrze jest umiejscowiona. Jak dla mnie była ona relaksem i oderwaniem się nieco od twardego siedzenia na krzesłach kinowych ;)

 Kochani, to czy obejrzycie tę ekranizację oczywiście zależy do Was, aczkolwiek powiem, że jest warto. Jak dla mnie film jest fajny i nie ma w sobie aż takich "erotycznych" scen jak o nich mówiono. Nic co już nie widzieliśmy np. w Nimfomance. Jak dla mnie był w sam raz na spędzenie dobrego wieczorka u boku mego ukochanego. Kontrowersyjny czy nie, to pytanie zostawiam Waszej obiekcji! :)
 

Komentarze

  1. Książka mnie strasznie mie zniesmaczyła (recenzja u mnie na blogu), a film... do kina na pewno się nie wybiorę. Poczekam, obejrzę gdzieś w internecie, zobaczę ile wytrzymam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem antyfanką Grey'a :) po pierwszym tomie stwierdziłam, że to kompletnie nie moja bajka i na film z pewnością nie pójdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, ale film z ciekawości obejrzę jak będzie w necie, chyba gorszy od książki nie będzie :)

      Usuń
  3. Książki nie czytałam, a film może kiedyś obejrzę, ale już w domowym zaciszu, kiedy ten medialny szum trochę zmaleje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślałam, że gorzej niż w książce nie będzie, ale bark chemii między aktorami sprawił, że przysnęłam

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki jeszcze nie czytałam, filmu też nie oglądałam, ale nadrobię to:)

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja planuję obejrzeć za jakiś czas

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!
Jeżeli dotarłeś aż tutaj, to nie pozostaje Ci nic innego jak umieścić komentarz, że tu byłeś.
Posiadasz bloga,stronę etc.? Nie musisz spamować! Odwiedzam każdego, więc nie przegapię i Ciebie! Zawsze się odwdzięczam!
Pozdrawiam serdecznie! :)